|
Idea Spadkobierców
|
Tematem serialu jest parodia seriali telewizyjnych. Mam na myśli seriale "specyficzne" spod znaku "Dynastii", "Niewolnicy Isaury" czy "Mody na sukces". Kto miał kontakt z tymi tworami filmowymi, wie o jakie "klimaty" chodzi.
W tłumaczeniu formuły serialu na żywo, będę się Posługiwał przykładami z serialu "Spadkobiercy". Fabuła! Czyli o czym i o kim? W "Spadkobiercach" wygląda to tak: Akcja się dzieje w Los Angeles. Mieszka tam Jonathan Owens z synami - właściciel wielkiej firmy, biznesmen. Synowie: George i Billy. Billy starszy, wyrachowany jest następcą taty. George nie interesuje się biznesem, pije, pali, (p), "czarna owca" w rodzinie. Natura jednak sentymentalna i wrażliwa. W stałym konflikcie z ojcem, który czternaście lat wcześniej nie zapłacił okupu za porwaną córkę - Dorin, czyli siostrę George'a. W mieście żyje Frank Dealey, wróg Owensa i konkurent w interesach. Zły. Były przyjaciel, ale poróżnił ich Wietnam. Owensa wspiera Warren, przyjaciel rodziny, człowiek od dobrych rad. Dorin - wspomniana córka Owensa - odnalazła się po czternastu latach, które spędziła w sierocińcu. A wszystko to za sprawą niezłomnych zasad ojca, który nie chciał zapłacić porywaczom okupu. Dorin ma narzeczonego Kena Heighly, który jest czeskim emigrantem (jako dziecko wywieziony z Czech w bagażniku samochodu). Jest Też Harriet Fergusson, była agentka FBI, pracująca najpierw dla Owensa, później zakochuję się w Dealeyu i zostaje z nim. itd
Umiejscowienie akcji w Los Angeles, a nie np. na Górnym Śląsku, jest nieprzypadkowe. Im bardziej schematyczny obraz przedstawianego środowiska, tym lepiej. Wielkie fortuny, przepych, światowy high life, kojarzą się bardzo jednoznacznie i schematycznie. Dodatkową atrakcją jest przedstawienie tego przepychu w skromnej klubowej salce. Wypada to tak okropnie, że aż komicznie. W końcu jest to "udawanka". Udawanka, to najlepsze słowo charakteryzujące serial na żywo.
Do każdego odcinka wymyślam 6-8 scenek. Są to nakreślone sytuacje z jakimś zakończeniem. Dialogi są improwizowane bezpośrednio na scenie. I to jest właśnie to! Publiczność poinformowana wcześniej, że aktorzy nie mają gotowych tekstów, a improwizują, ma uciechę gdy aktorzy w sposób widoczny się męczą na scenie. Publiczność oczekuje błędów w fabule, potknięć aktorskich, szczerych wyznań: "co ja mam mówić?!", złośliwości między aktorami, wpuszczania się w maliny. I te słabości są największą siłą udawanki, a nie typowe żarty kabaretowe. Aktorzy chcąc jedynie przetrwać na scenie, wykazują się niesamowitą czujnością (większość zabawnych sytuacji jest niezamierzona przez aktorów). To nieprawdopodobne co może wygenerować ludzki umysł zdeterminowany chęcią przetrwania na scenie podczas improwizacji. Mam wrażenie, że pracuje na wyjątkowych falach.
|
|
|
|
Narodziny Spadkobierców
|
Powiem szczerze, że nie pamiętam już konkretnej daty, ba, nawet nie pamiętam konkretnego roku narodzin "Spadkobierców". Myślę, że mają gdzieś... 16 lat.
Lepiej pamiętam okoliczności narodzin idei serialu na żywo. Pomysł narodził się pewnej nocy, kiedy po próbie Kabaretu POTEM siedzieliśmy i ględziliśmy na różne tematy. W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat Teatru Lubuskiego, że: słaba promocja, słaby repertuar i przede wszystkim słaba frekwencja. Kombinowaliśmy, (w końcu uważaliśmy się za ludzi twórczych) jak by można to zmienić. Jak sprawić, żeby ludzie w dużej liczbie i systematycznie zaczęli odwiedzać ten nobliwy przybytek sztuki? Zacząłem się zastanawiać: co ludzie chętnie systematycznie i licznie oglądają? Seriale!!!! Trzeba zrobić serial w teatrze, tylko "na żywo". No tak, ale jak zrobić serial w teatrze? Skąd wziąć scenariusz? Kiedy to reżyserować? Kiedy się tego nauczyć?! Cholera, żeby robić przynajmniej jeden odcinek raz na tydzień... nie, to się nie da. Zaraz, a gdyby tak aktorzy zamiast się uczyć tekstu improwizowali? Wystarczy tylko im nakreślić ogólną fabułę, wyznaczyć, kto kogo gra? Czym się zaczyna, a czym kończy? Rekordy popularności biły wtedy seriale amerykańskie: Dynastia i Santa Barbara - to wobec tego nasz serial też można by umiejscowić w amerykańskim kontekście. Granie wielkiego świata w siermiężnych realiach klubu studenckiego Gęba, (bo przecież możemy zaeksperymentować na własnym terenie) może dać dodatkowy smaczek komiczny. Jeszcze tylko trzeba wymyślić bohaterów: bogata i wpływowa rodzina Owensów: ojciec Jonathan, synowie George i Billy, córka Dorin. Musi być zła, najlepiej cyniczna postać, coś w rodzaju Alexis Colby z Dynastii, czyli Frank Dealey – niegdysiejszy przyjaciel Jonathana itd., itp.
Taki był mniej więcej mój tok rozumowania i konstruowania idei "serialu na żywo". Teraz pozostało tylko przejść od teorii do czynu. W klubie Gęba nie brakowało aktorów chętnych do zagrania w serialu. W końcu klub był klubem kabaretowym. No i zagraliśmy pierwszy odcinek. Jako czołówki muzycznej użyliśmy dema klawisza Casio. Przez wiele, wiele lat rozpoczynał serial.
Nietrudno się domyślić, że efekt przeszedł wszelkie oczekiwania. Przez wiele lat o ile było to możliwe robiliśmy go, co tydzień. Później z częstotliwością było różnie. Tak czy siak, do tej pory odbyło się ok. 95 odcinków. I serial wciąż trwa. Wyszedł z klubu Gęba i pojawił się na festiwalach kabaretowych (Paka, Ryjek, Debeściak), gdzie zdobył sobie popularność uznanie, aż w końcu trafił do TV.
|
|
|
|
O Autorze Spadkobierców
|
Posiada łeb, dwie łapy i dwie nogi. I ślipia. Którymi patrzy. A jak patrzy to myśli, a jak już myśli to coś wymyśli. Bystry i błyskotliwy - a czemu miałby nie być? Przedsiębiorczy i produktywny - a co! Gdzie nie spojrzy tam coś ulepi, stworzy, szuka okazji i tworzy. Od lat w kabarecie, POTEM (założył i występował), BARSZCZ Z KROKIETEM (założył i reżyserował), TEATR ABSURDU Żżżżż (założył na spółkę z Sikorą), DRUGI GARNITUR (wymyślił i współtworzył program), CIACH (pisał, reżyserował), HiFi (założył i występował), HRABI (podobnie), TEATR WIELKI w Cigacicach (opieka artystyczna i reżyseria). Czyli co? Robotny. A i uczony. Studia skończył i został magistrem pedagogiki kulturalno- oświatowej. Jest też mechanikiem napraw maszyn górniczych (po Liceum Zawodowym) i specjalistą od broni strzeleckiej (po wojsku) ale już mniej z tego dumny.
Kamol bardzo lubi, oj jak lubi jeździć na nartach, grać w tenisa, jeździć rowerem (niedaleko), gotować różności i pyszności, bębnić na kongach, bębnach a zdarza się że na stołach, grać na harmonijce ustnej, w kręgle, kocha smakować wina z napisem Rioja, odkrywać nową muzykę, której jeszcze nie słyszał, spędzać czas w domu na wsi z rodziną. To te ulubione, ale ma też nieulubione.
Nie lubi szpinaku, pietruszki (wiecznie zapomina uprzedzić kucharza w restauracji), nie lubi też chamstwa i nieuczciwości, polityki i jazdy za smrodzącą ciężarówką, klinicznie nie znosi obrazów ze skóry, malowanych farbą w sprayu, jazdy nieogrzanym pociągiem, wąsów u kobiet i mężczyzn, koszulek z krótkim rękawem w kratkę, nieużywania słowa "przepraszam", bujd o efekcie cieplarnianym, Jerzego K., oraz tajemniczych słów na "k","ch" i "p".
Jak się tak czyta jaki on jest, można dojść do fałszywego wniosku, że to ideał. A to normalny człowiek jest. Czy wiecie, że on musi regularnie zmieniać odzież, bo się brudzi?
Wywiady z Dariuszem Kamysem - zobacz więcej
|
|
|
|
|